
Nie znamy się, ale to, co Ci mogę o sobie powiedzieć, to że uwielbiam spędzać czas w podróży. Do tego lubię fotografować. Lubię robić zdjęcia, bo to sprawia, że podróżuję. Podróżuję, bo lubię robić zdjęcia.
Zdecydowanie uwielbiam też światło. Każdego dnia „Dziękuję słońcu za światło” i pamiętam o nim za każdym razem gdy trzymam aparat w ręku. Nie jestem zawodowym fotografem. Jestem architektem IT. Takim trochę informatykiem a podróże i fotografia to po prostu moje hobby. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, użyj dostępnej komunikacji przez Facebook lub Instagram.
Urodziłem się i mieszkam w Gdańsku i jestem emocjonalnie związany z tym miejscem. To tutaj w 1993 r. stawiałem swoje pierwsze kroki na Politechnice Gdańskiej na Wydziale Elektrycznym.
To właśnie na PG po raz pierwszy miałem styczność z komputerami, projektowaniem i Internetem. W 1996 r. podjąłem dość ryzykowną decyzję o zmianie kierunku swojej kariery z "elektryka" na "informatykę".
Po wielu zawirowaniach i zdobyciu doświadczenia w 2009 r. z powodzeniem ukończyłem studia na Wyższej Szkole Zarządzania, kierunek Informatyka, Sieci komputerowe i systemy rozproszone.


W branży IT pracuję od 1998 r., w której to zaczynałem od stanowiska serwisanta sprzętu komputerowego, operatora systemów, administratora systemów a później inżyniera sieci.
Od 2014 r. pracuję jako Architekt IT projektując sieci i systemy dla nordyckiej grupy bankowej działającej na terenie Europy Północnej, mającej swoją siedzibę w Helsinkach oraz posiadającej regionalne siedziby, oraz przedstawicielstwa w Londynie, Nowym Jorku, Frankfurcie, Maladze czy Luksemburgu.
Czysto teoretycznie powinienem napisać, że moja historia z fotografią zaczęła się, jak byłem dzieckiem. Byłoby to jednak stwierdzenie odrobinę naciągane. Jako dziecko miałem jedynie okazję obserwować jak mój tato cierpliwie i pieczołowicie w ciemnym pomieszczeniu z czerwoną żarówką wywołuje klisze, używając jakiegoś magicznego ekspresu do kawy.
Pamiętam ile czasu potrafił tam spędzić dopieszczając zdjęcia, które wcześniej zrobił. Co jakiś czas brałem udział w tym procesie, pomagając mu jak tylko potrafię. Wtedy jeszcze jednak nie rozumiałem czym jest "ciemnia fotograficzna" a na zrozumienie tego procesu przyszło mi trochę poczekać.


W okresie dorastania co jakiś czas pojawiały się w moim życiu aparaty analogowe, nigdy jednak nie wiązało się to z jakimś uwielbieniem i pasją.
Coś zaczęło się zmieniać w 2006 r. kiedy to kupiłem swój pierwszy cyfrowy aparat (całkiem wypasiony kompakt na tamte czasy Panasonic DMC-FZ7) i ruszyłem w pierwszą podróż do Anglii.
Rok później zawędrowałem do Gruzji, gdzie przygoda z fotografią zaczęła się rozwijać coraz mocniej, a ja chciałem robić coraz lepsze zdjęcia. W 2008 r. dojrzałem po raz kolejny i kupiłem swoją pierwszą lustrzankę Canon 400D. Od tego dnia w moim plecaku już na stałe zagościła marka Canon.
Od tego też czasu, każda kolejna wyprawa sprawia, że sięgam coraz głębiej w tajniki fotografii i zbierając kolejne doświadczenia. Nieustannie podnoszę swoje umiejętności, zwiedzając przy okazji ciekawe miejsca. Obok ukochanej żony Agnieszki, aparat jest już moim stałym towarzyszem podróży.


Za zdjęciami, które przywożę z podróży, bardzo często stoi jakaś historia.
Dość nieśmiało popychany przez znajomych zdałem sobie też sprawę z tego, że wraz z tą treścią potrafię w jakiś dziwny sposób przekazywać swoją wiedzę i zdobyte doświadczenie. Krok po kroku opowiadam swoją historię i co jakiś czas zdradzam sekrety zdobytych umiejętności.
Co dalej? W ciągu ostatnich lat na liście sfotografowanych i odwiedzonych krajów znalazła się większa część Europy w tym ulubiona Norwegia oraz takie miejsca w USA jak Alaska, Arizona czy Kalifornia. Do tego Nepal, Kamczatka, Bajkał zimą, Namibia, Islandia, Wyspy Owcze i Wietnam.
I nie zamierzam przestawać, bo już za rogiem czają się kolejne plany.
Wspomniane wcześniej motto: "Dziękuję słońcu za światło" sprawia, że większość moich podróży jest podporządkowana poszukiwaniu światła i warunkom pogodowym oraz ciągłym sprawdzaniu "Gdzie jest słońce?".
Dokąd mnie doprowadzą te dwa światy? Tego jeszcze nie wiem, ale warto wziąć udział w tej przygodzie i dać coś od siebie.
